30 czerwca 2018

Martin Fitch: „American Dream” nie istnieje!

Martin Fitch: „American Dream” nie istnieje!

Przyszedł czas na kolejny wywiad z cyklu „W cztery oczy z…”. Nasze zaproszenie do rozmowy przyjął utalentowany, niezwykle sympatyczny aktor i piosenkarz – Martin Fitch.
Jak wygląda jego życie po wyjeździe z Polski? Przekonajcie się sami!

To była łatwa decyzja, zmienić z dnia na dzień całe swoje życie?

Chęć podjęcia wyzwania, odwaga, gotowość do zmian, to chyba jedne z najtrudniejszych do osiągnięcia emocji, odczuć, decyzji. Łatwo mówi się „zmień coś”, „idź po swoje”, „świat stoi otworem”, ale czy tak naprawdę jest? Faktycznie z dnia na dzień postanowiłem, że muszę iść dalej, rozwijać się, szukać czegoś nowego, zmierzyć się z wyzwaniami.

Martin, ile to już czasu minęło od Twojego wyjazdu?

Wyprowadziłem się z Polski już prawie 6 lat temu, wybrałem Londyn, miasto, które nigdy nie śpi, gdzie można nauczyć się chyba najwięcej. Nauczyć się nie tylko o zawodzie, ale również o sobie, kim jestem, co chcę robić i kim chcę być. Zostawiłem za sobą teatr, programy telewizyjne, dubbingi.

Pamiętam ten dzień, w którym powiedziałeś mi o wyjeździe. Nie mogłam w to wtedy uwierzyć. Ale Ty pewnie długo rozważałeś wszystkie za i przeciw?

Przyjechałem bez żadnego specjalnego planu działania, postanowiłem spontanicznie zacząć prawie od nowa, uczyć się od najlepszych. Spotkałem na swojej drodze ludzi z praktycznie każdego zakątka świata. Dzięki nim mam szansę poznać nowe języki, tradycje, kuchnie, to wszystko jest bardzo inspirujące i pomaga mi w tworzeniu własnej muzyki, bo właśnie tym się tu zajmuję. Przez lata odgrywałem role na scenie i czułem się, że nie wyrażam siebie w 100%, przeprowadzka do Londynu wyklarowała co kocham najbardziej i co chcę pozostawić po sobie. Niestety też bardzo szybko zrozumiałem, że nie istnieje coś takiego jak „American dream” i muszę bardzo ciężko pracować na siebie, swoje marzenia i świat wcale na mnie nie czeka, to ja muszę światu udowodnić, że mam swoje miejsce i jestem gotowy na to, żeby świat o mnie usłyszał.

Lubisz stawiać wszystko na jedną kartę, prawda?

To fakt, za to nienawidzę robić czegoś po łebkach. Do tego z natury jestem szczery i akurat w tamtym momencie uważałem, że muszę posłuchać serca, które mówiło mi, że czekają mnie niesamowite rzeczy, że nic mnie nie trzyma, że skoro mam szansę jechać i uczyć się nowych rzeczy od ludzi, którzy wyznaczają światowe trendy, to powinienem wykorzystać tę szansę. Moi rodzice żyli w czasach, kiedy jedyną szansą na wakacyjny wyjazd zagraniczny była Bułgaria. Żeby wyjechać na wycieczkę do Moskwy, musieli kilkanaście razy ubiegać się o wydanie paszportu. My możemy z dnia na dzień znaleźć się po drugiej stronie planety i poznawać cały świat. Nie wiedziałem wtedy, że spowoduje to jednak, że ludzie o mnie zapomną, że telefon z propozycjami przestanie dzwonić, że będę musiał o siebie walczyć. Dało mi to natomiast pewnego rodzaju przyjemność z pracy bez ograniczenia czasowego, bo skoro nie muszę się śpieszyć, to mogę popracować nad jakością tego, czym chcę się podzielić ze światem. Nagrywam swój debiutancki album i coraz bliżej, aż ujrzy światło dzienne. Niesamowicie się cieszę, bo udało mi się zrobić wszystko, co sobie wymarzyłem.

I chcesz mi powiedzieć, że nie było żadnego powodu Twojego nagłego wyjazdu? Może po prostu Polska zaczęła Cię denerwować?

Absolutnie nie! Powodem wyjazdu nigdy nie była złość, czy inne negatywne uczucia. Jestem osobą, która nie lubi negatywności, za dużo jest jej dookoła, żebym jeszcze ja się jej poddał. Wierzę, że dobre nastawienie, uśmiech, szczerość i wsparcie więcej zmieni, niż popularny hejt. Kocham Polskę, uwielbiam polskie lasy, morze. Moja rodzina i przyjaciele są w Polsce, tam się wychowałem, nic nie zastąpi smaku polskich ziemniaków i truskawek latem. Wyjechałem, bo potrzebowałem zmiany, chciałem jeszcze więcej od życia. Chciałem nauczyć się ile tylko mogę, tak żeby wracać do kraju i dzielić się swoją muzyką, poglądami.

Dobrze Ci w Londynie?

Jest mi tu dobrze. Mam w Londynie swoich znajomych, ulubione miejsca, parki do których zabieram moje dwa psiaki. Oczywiście tęsknię za Polską, ale też nie odciąłem wszystkiego, bo nigdy nie musiałem niczego odcinać. Bardzo często jestem w kraju, koncertuję, pracuję wciąż dla telewizji, angażuję się w różne projekty edukacyjne, charytatywne. Jest oczywiście dużo spraw, które mi się nie podobają w kraju, które chciałbym zmienić i mieć jakikolwiek wpływ, ale tak samo tu w Anglii jest wiele rzeczy, które nie do końca mi się podobają.

To co Cię w Anglii wkurza?

Jest dużo rzeczy, które są dla mnie nie do zniesienia. Kierowcy jadący wiecznie środkowym pasem, dzieciaki, które rzucają śmieci na ulicy, bo ktoś ich nie nauczył, że są kosze. Tak samo z dorosłymi zostawiającymi gazety, zużyte kubki po kawie w pociągu, myśląc, że one się same w jakiś magiczny sposób wyrzucą. Denerwuje mnie również moja sąsiadka, która śpiewa na cały głos, a niestety nie ma talentu za grosz i fałszuje niemiłosiernie. Nawet moje psy to słyszą i czasem szczekają haha Przez to ona nie lubi mnie i nie odpowiada mi dzień dobry. Ale ogólnie podoba mi się to, że ludzie są bardziej pogodni, rozmawiają ze sobą, częściej mówią „proszę, przepraszam, dziękuję”. Wszyscy się śpieszą, ale znajdują czas na towarzyskie spotkania, spędzają więcej czasu na świeżym powietrzu, bardziej aktywnie.

Jak wyglada Twój dzień?

W związku z tym, że postanowiłem zrobić w życiu coś szalonego i od zawsze interesowałem się historią, to poszedłem na rozmowę o pracę jako przewodnik wycieczek po najbardziej znanym moście świata – Tower Bridge. Pracę dostałem i od 4 lat można mnie co jakiś czas znaleźć w tym ikonicznym miejscu, jak opowiadam turystom o historii kraju, monarchii i tego niesamowitego mostu. Dzięki temu też szkolę język, poznaję dużo ciekawych ludzi i uczę się historii kraju, który mnie przyjął do siebie. Bardzo dużo czasu poświęcam mojej największej pasji życiowej – czyli moim psom (śmiech) Ale najwięcej czasu spędzam w studio wraz z moim producentem, gdzie pracujemy nad albumem i gdzie piszę większość swoich utworów, choć ostatni akurat napisałem pod prysznicem (śmiech) Nigdy niewiadomo, kiedy wena nas dopadnie.

W Anglii żyje się łatwiej?

Nie wiem, czy żyje się łatwiej, czy trudniej. Na pewno żyje się trochę inaczej. W weekendy rodziny wychodzą z domów, idą do parków, na spacery, jadą za miasto. Londyn jest pełen zielonych miejsc, o które bardzo się tu dba. Jest to miasto przyjazne turystom. Są tu wszystkie możliwe narody, języki, rasy, kultury, religie. Wszyscy żyją obok siebie, jeżdżą tymi samymi pociągami, metrem, jedzą w tych samych restauracjach. Szacunek międzyludzki też jest wydaje mi się jakiś większy i chyba przez to, że wszyscy tu są razem, jest mniejsze poczucie podziałów. Ale prawie wszystko jest w przeliczeniu na złotówki 4 razy droższe, wyjście do kina, to koszt ok. 120 zł. Bilety do teatru kosztują ok. 280 zł. A miesięczny bilet na komunikację miejską, to 760 zł. Ale dla równowagi tych cen, to najniższa krajowa za godzinę to 37 zł.

A gdyby nagle zabrakło pracy dla Martina Fitcha – nie obawiasz się tego?

Strach to nie moja bajka. Bałbym się skoku ze spadochronem, nie wziąłbym do ręki tarantuli, ani nie zjadłbym nigdy tych wijących się robaków. Ale jeśli w grę wchodzi wyjazd do fajnego miejsca, to uwierz mi, już dawno mam spakowany plecak i jestem gotów!

Poza tym Polska zawsze będzie na Ciebie czekać!

W Polsce jestem często, gdyż wciąż pojawiam się regularnie jako gość muzyczny programu „Jaka to melodia?”, ostatnio również wziąłem udział w fantastycznym projekcie edukacyjnym „Myślę pozytywnie”. To była seria 15tu wywiadów z gwiazdami, które prowadziłem, wśród gości m.in. Edyta Górniak, Otylia Jędrzejczak, Lanberry, Sound’n’Grace, Antek Smykiewicz. Oprócz programu wyprodukowałem również mini serial „Rodzina (nie) idealna”, w którym zagrali m.in. Jola Fraszyńska, Ada Fijał, Tomek Ciachorowski, Karolina Nowakowska. Wszystko do obejrzenia na youtube. Bardzo polecam ten projekt, bo dotyczy on fajnego samopoczucia, pozytywnego nastawienia do życia, ale również porusza tematy radzenia sobie ze stresem, czy internetowym hejtem, który opanował dzisiejsze czasy i sieje ogromne spustoszenie. Chętnie angażuję się w projekty, które mają duże znaczenie i mogą spowodować, że ludzie, szczególnie młodzi, do których ta akcja była adresowana, mogą zobaczyć, że nie są sami, że kogoś interesują ich problemy i że depresja to choroba, z którą można sobie poradzić.

Martin, a zdarzają się dni w których myślisz o powrocie do kraju na stałe?

Nauczyłem się żyć „tu i teraz” i korzystać z tego, jak tylko mogę. Jestem bardzo skupiony na albumie i nie chcę obiecywać nikomu, że wrócę, czy też nie zarzekać się, że nie wrócę. Moja historia udowodniła już, że niczego nie mogę być pewien i że muszę słuchać swojego serca, bo ono mówi, co czuje i czego potrzebuje, a kim byłby artysta bez emocji i poczucia misji?

Wspominasz o albumie. Czy w naszym kraju trudniej jest nagrać dobrą płytę?

Bardzo ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. W moim przypadku byłoby łatwiej, bo przez te wszystkie lata pracowania w zawodzie, a zacząłem w wieku 14 lat od pracy przy programie „Songowanie na ekranie”, poznałem mnóstwo osób z branży muzycznej. Natomiast postawiłem sobie bardzo wysoko poprzeczkę i chciałem zrobić coś, co w mojej głowie było właściwie nieosiągalne. Założyłem sobie, że nagram płytę właśnie w Anglii, że będę pracował z najlepszymi. 3 utwory nagrałem z producentem odpowiedzialnym za sukcesy Ed’a Sheerana, Sonique, Janet Devlin. Natomiast wcale najlepszy nie oznacza najlepszy dla mnie, bo aktualnie pracuję z młodym producentem, który ma dla mnie więcej czasu i jest tak samo zaangażowany w ten album jak ja i dzięki temu też znaleźliśmy nić porozumienia i wspólny język. Rozumiemy się często bez słów, Sean tylko na mnie spojrzy i wie, co i jak. To ogromne błogosławieństwo praca z człowiekiem, który oprócz tego, że jest genialnym multiinstrumentalistą, jest jeszcze fantastycznym człowiekiem, dla którego nie ma niemożliwego. Mogę śmiało powiedzieć, że jest mi bliski jak członek rodziny.

Martin Fitch – aktor czy bardziej piosenkarz?

Piosenkarz, aktor, prezenter telewizyjny, aktor dubbingowy, autor tekstu i muzyki, reżyser, producent, kierownik planu, przewodnik wycieczek i ktoś kiedyś powiedział o mnie „człowiek Renesansu”. Natomiast ja nie lubię umieszczania ludzi w jakichś pudłach z tytułem. Robię to, co sprawia mi przyjemność, z każdego doświadczenia wynoszę naukę i to czyni mnie bogatszym. Tak samo nigdy nie oceniam innych, bo sam nigdy nie chcę być oceniany. Każdy człowiek ma u mnie czystą kartę i tylko od niego zależy jak będzie chciał, żeby była zapełniona.

Motywują Cię pragnienia?

Kiedyś byłem przerażony, bo wszystko, co sobie wymarzyłem się spełniało. Niestety z wiekiem to się zmienia, bo w życiu pojawia się niepewność, utrata wiary w siebie, problemy dnia codziennego potrafią mocno utrzeć nosa i zamiast spaceru w chmurach jest siniak po upadku na bruk. Natomiast nigdy nie zwątpiłem w to, że muzyka jest moim przeznaczeniem. Kocham ten moment, kiedy wchodzę do studia i mogę podzielić się ze światem moją historią, moimi uczuciami. Ten moment, kiedy wychodzę na scenę i widzę reakcje ludzi, ich uśmiechy, łzy, wiem, że to ma sens.

To czego pragniesz?

Pragnę, żeby odbiorcy mojej muzyki słuchając płyty, czy na moim koncercie, mogli choć na chwilę zapomnieć o tym, że muszą zapłacić zaległy rachunek, szybko odpisać szefowi na maila, że z każdą sekundą są starsi i kiedyś wszystkich czeka to samo. Pragnę, żeby czas się przy mojej muzyce zatrzymał, żeby poczuli jak ważne jest, to „tu i teraz”, że ta konkretna chwila się już więcej nie powtórzy, że ten właśnie moment nie będzie już nigdy taki sam, że musimy cieszyć się każdym dniem, bo zmartwienia i negatywne emocje nie budują naszego szczęścia, ale nas od niego oddalają.

Na koniec zapytam, gdzie widzisz siebie za 10 lat?

Na scenie. Mam nadzieję, że poprawi mi się wzrok do tego czasu choć trochę i zamiast okularów -4.25 będę mógł nosić zerówki… oczywiście od Muscat (śmiech). A tak mówiąc serio, to widzę siebie śpiewającego dla publiczności, dla ludzi, którzy są szczęśliwi. Prawdopodobnie będę mieć też dużo adoptowanych psów, bo serce mi krwawi widząc, ile jest zła na tym świecie. A przy okazji będę pewnie twarzą jakiejś ogromnej kampanii wspierającej ekologię, walczącą o prawa człowieka i zwierząt. No i będę miał swój własny pensjonat, gdzie ludzie będą mogli przyjeżdżać ze swoimi czworonożnymi pociechami (śmiech) Oczywiście będą też pokrzywdzone zwierzęta, które każdy będzie mógł głaskać, karmić i dawać im dużo miłości.

Rozmawiała: Alicja Dopierała

Okulary Martina znajdziecie TU

Zdjęcia: Agencja WBF i  Kasper Zborowski-Weychman


Przymierz w domu za darmo

5 par przez 5 dni. Bez zobowiązań!

Zupełnie za darmo (w tym wysyłka i zwrot).



Zobacz również