19 maja 2018

Iwona Cichosz: To co teraz dzieje się w moim życiu, przeszło moje największe oczekiwania

Iwona Cichosz: To co teraz dzieje się w moim życiu, przeszło moje największe oczekiwania

Rozpoczynamy nowy cykl „W cztery oczy z…”. Kto jest naszym pierwszym gościem?

Rudowłosa, utalentowana i odważna piękność, która nigdy się nie poddaje.
Popularność spadła na Iwonę Cichosz praktycznie z dnia na dzień. Ale sukces nie przewrócił w jej głowie. Iwona pozostała skromna, serdeczna i pełna pokory.
Chętnie opowiedziała nam o swoim dzieciństwie, rodzinnym domu i walce o marzenia.

Jakie jest pierwsze wspomnienie Iwony Cichosz.

  • Przyznaję, że dużo mam tych wspomnień. U nas cała rodzina jest głucha, więc tata nagrywał wszystkie ważne momenty na kasety VHS. Dzięki temu tak wiele pamiętam. Na przykład moment drugich urodzin, kiedy to otrzymałam piękną, różową, bufiastą sukienkę – idealną dla księżniczki. Ubrałam się w nią, a w ręku trzymałam czekoladę. Za żadne skarby nie chciałam jej nikomu oddać, chociaż nawet jej nie jadłam. Tak tylko stałam, przeglądałam się w lustrze, a czekoladę trzymałam w ręce. Ona się roztapiała, a ja wcierałam ją w sukienkę.  Zawsze się z tego momentu śmieje.

Byłaś zatem uparciuchem, który od najmłodszych lat miał własne zdanie.

  • Jestem Koziorożcem, a podobno one tak mają. Zawsze musiałam postawić na swoim i zdobyć to co chce. Tak było z hulajnogą, czy z domkiem dla lalek.

Jaki był Twój dom rodzinny?

  • Był pełen ciepła i miłości. Chociaż dyscyplina zawsze była na pierwszym miejscu. Babcia i ojciec mieli twarda rękę. Ale dzięki temu wiedziałam co jest w życiu ważne. I powiem Ci, że szybko dorosłam. Do 10 roku życia byłam dzieckiem, a później wkroczyłam w świat dorosłych.

Zostańmy jeszcze przez chwile w tym dziecięcym świecie. Kim chciałaś zostać będąc małą dziewczynką?

  • Od dziecka lubiłam się przebierać. Zakładałam szpilki i ubrania mojej mamy. Podkradałam jej szminki, malowałam się i odgrywałam przed lustrem różne scenki. Wychodzi na to, że podświadomie od zawsze chciałam być aktorką. W szkole byłam nawet w kółku teatralnym. Ale wtedy nie za bardzo to lubiłam, bo zmuszano mnie do mówienia na scenie. A ja zdecydowanie bardziej wolę coś pokazywać. Ale nie zgadniesz kim chciałam być w gimnazjum?

Ciekawość mnie zżera!

  • Chciałam zostać… informatykiem!

Nigdy bym nie zgadła (śmiech)

  • Całe szczęście, że się jednak na to nie zdecydowałam. Nie wiem co mi wtedy strzeliło do głowy! Było to podyktowanie pewnie tym, że moja pierwsza miłość była informatykiem.

To wiele wyjaśnia. Z miłości jesteśmy w stanie robić różne nieprzewidywalne rzeczy!

  • Zdecydowanie…

Kiedy wspominam o miłości to oczy świecą Ci się tak bardzo, jak Twój śliczny pierścionek na serdecznym palcu!

  • Co tu dużo mówić. Miłość napędza mnie do działania! Mam wspaniałego narzeczonego, z którym nie można się nudzić. On ma milion pomysłów na sekundę. Dopiero przy nim poznałam czym jest prawdziwa miłość i partnerstwo.

Zatem co jest najważniejsze w miłości?

  • Bycie sobą i szczerość. Znamy z Trulsem wszystkie swoje sekrety i nie mamy przed sobą nic do ukrycia. Byłam wcześniej w innym związku i wyglądało to zupełnie inaczej. Partner cały czas czegoś ode mnie oczekiwał. Nie mogłam mieć nawet słabszego dnia. Cały czas miałam być pełna energii i uśmiechnięta. To było męczące. Teraz przyjaźnię się ze swoim mężczyzną. A przyjaźń jest dla mnie największą wartością w związku

Skoro przyjęłaś pierścionek zaręczynowy to mam rozumieć, że Truls to miłość Twojego życia?

  • Oczywiście. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

A rozmawiacie już o ślubie?

  • Mamy już nawet wyznaczoną datę! Dużo przygotowań nas czeka, ale powoli się za nie zabieramy.

Tancerza do nauki pierwszego tańca już macie, więc spokojnie (śmiech)

  • (śmiech) Co racja to racja!

To powiedz co słychać u Stefano Terazzino?

  • Kontakt mamy cały czas, chociaż od naszych wspólnych występów w programie minęło już prawie dwa lata. Nie spotykamy się tak często, jakbyśmy chcieli, bo obydwoje jesteśmy bardzo zapracowani. Jednak gdy tylko mamy chwilę to piszemy do siebie i zawsze jest fajnie.

Udział w „Tańcu z Gwiazdami” zmienił Twoje życie, prawda?

  • „Taniec z Gwiazdami” pozwolił mi poznać siebie na nowo. To dzięki Stefano. To on powiedział mi, że nie zawsze muszę być twarda i silna. Teraz potrafię przyznawać się do swoich słabości i czasami po prostu odpuszczać. Było to dla mnie uwalniające doświadczenie. Dzisiaj nie wstydzę się łez i wiem, że nie muszę być idealna.

Iwona powiedz mi, czy to co obecnie dzieje się w Twoim zawodowym życiu – spełnia Twoje oczekiwania?

  • To przeszło moje największe oczekiwania. Byłam pewna, że nigdy nie zostanę aktorką.

Dlaczego?

  • Próbowałam zdawać do szkoły aktorskiej, ale odmówiono mi, bo nie mam polskiego akcentu. Przy okazji zaznaczono, że nie utworzy się specjalnego programu dla osób głuchych.

Taka informacja faktycznie może podciąć skrzydła. Ty jednak się nie podałaś, jak na Koziorożca przystało! 

  • Dokładnie! I teraz spełniam swoje największe marzenia grając w serialu „Leśniczówka”. Ale powiem Ci, że ta propozycja pracy spadła na mnie z nieba. Byłam zaskoczona.

Bałaś się?

  • Bardzo! Przed pierwszym dniem zdjęciowym spotkałam się nawet z Agatą Kuleszą, aby opowiedziała mi jak to wszystko wygląda. Uspokoiła mnie i wytłumaczyła fachowe słownictwo, które powinnam znać wkraczając na plan filmowy. Poprosiła nawet Jolantę Fraszyńską o opiekę nade mną.

I co? Czułaś się „zaopiekowana”?

  • Była bardzo serdeczna, otwarta, zresztą tak jak cała reszta ekipy. Dzięki temu szybko zapomniałam o stresie. Cała ekipa mnie szanowała. Nikt nie mówił do mnie tyłem. Praca na planie od pierwszych dni, aż po dziś dzień daje mi ogrom przyjemności. Czuję, że aktorstwo to jest to!

Cieszę się, że spełniasz swoje marzenia, a zdradź mi co jest dla Ciebie dziś największym luksusem? Karl Lagerfeld przyznał się na przykład do tego, że jego największy luksus polega na tym, że nie musi się przed nikim tłumaczyć.

  • A to piękne (śmiech) Z kolei moim największym luksusem jest bycie sobą. W tej branży bardzo łatwo jest się zatracić. A ja mimo wielu pokus nie zmieniam się. Nikt mi nie może tego zarzucić. I powiem Ci, że jestem z tego dumna!

Ja również, bo to rzadko spotykane. Iwono wydajesz się być szczęśliwą i spełnioną kobietą. Czy jest więc coś czego mogę Ci życzyć na koniec naszej rozmowy?

  • Życz mi zdrowia i nieustającej chęci w dążeniu do celu. Reszta sama się ułoży.

Tego życzę Ci z całego serca!

Rozmawiała: Alicja Dopierała

Okulary Iwony znajdziecie TU !

Zdj. Agencja WBF i archiwum prywatne.


Przymierz w domu za darmo

5 par przez 5 dni. Bez zobowiązań!

Zupełnie za darmo (w tym wysyłka i zwrot).



Zobacz również